Dołącz do Nas! Drużyna Najemna Dziki Bez zaprasza w swoje szeregi!

piątek, 11 kwietnia 2014

Manewry w Kotorowie - rozpoczęcie sezonu 2014

      Marzec 2014 przywitał nas przepiękną słoneczną i zadziwiająco ciepłą, jak na tę porę roku, pogodą.
Wraz z drużyną zostaliśmy zaproszenie na rozpoczęcie sezonu 2014 pod hasłem "Manewry w Kotorowie". Weekend zapowiadał się przepiękny. Zapowiadał... To słowo klucz. Pogoda postanowiła pokazać nam, że trzeba radzić sobie w każdych warunkach. Spadek temperatury, deszcz, grad i lodowaty wiatr. Jednak co nas nie zabije to nas wzmocni, a żadna pogoda nam nie straszna! :)

Ale może po kolei.

Kotorów to niewielka wieś położona w województwie lubelskim, powiecie hrubieszowskim i gminie Werbkowice. Ot, zwykła wieś. Kilka domów. Bardzo dużo pól i otwartych przestrzeni. Przejeżdżając przez nią odnosi się wrażenie, że to "koniec świata". Napisałam "zwykła wieś", jednak tylko pozornie.
Zaczęło się od wykopalisk. Znaleziono szkielet dziecka, gliniane naczynia oraz szklaną czarkę świadczące o obecności Gotów w tych okolicach. Co więcej kolejne prace archeologiczne ujawniły obecność grotów włóczni oraz oszczepów charakterystycznych dla Wandalskich wojowników. W praktyce znaczyłoby to tyle, że na terenach gminy Werbkowice, wieki temu toczone były walki między Gotami i Wandalami.
Odkrycia archeologiczne zainspirowały władze i mieszkańców tych terenów do odtworzenia historii w postaci skansenów ( jeden z nich jest w Mysłowicach ), które ukazywały codzienne życie tamtych czasów - chaty, stodoły, wyposażenie itd.

I właśnie do owego skansenu w Kotorowie zostaliśmy zaproszeni. Był mały jednak bardzo klimatyczny. Drewniany trakt prowadził nas do zagrody (przechodziło się drewnianym mostkiem nad kanałkiem). Płot pleciony z patyków dodawał uroku sporej, biesiadnej chacie pokrytej strzechom. To właśnie w niej spędziliśmy większość czasu chowając się przed deszczem i zimnem. W środku cały czas paliło się ognisko. Na ruszcie piekło się mięsko, w kotle bulgotała zupa, a stół suto zastawiony był jadłem i napitkami.





Jak już wspominałam spotkanie odbyło się pod hasłem "Manewry w Kotorowie". Nie mogło więc zabraknąć treningu wojów i pokazu walk, które przyciągnęły entuzjastycznie nastawionych do sprawy turystów. Polało się trochę krwi, panowie zdecydowanie spalili zbędne kalorie, a nie walczący mogli podziwiać świetną technikę i precyzję.





Po treningach i walkach przyszła pora na wyczekiwaną biesiadę. Klimatyczny półmrok, świece, ognisko, chata, dobre jedzenie i cudowni ludzie... Czego można chcieć więcej? :)




Kiedy ucztowaliśmy grupa kowali dzielnie pracowała i wykuwała fibule. Nie straszny był im ani wiatr, ani deszcz, ani śnieg.


Podsumowując: było sympatycznie, miło i klimatycznie. Nawet paskudna pogoda nie przeszkadzała dobrze się bawić. Przekonałam się po raz kolejny, że porządny kapturek powinien zaliczać się do garderoby obowiązkowej. Podobnie jak owcze skóry, które cudownie trzymają ciepło i izolują od zimnej podłogi :)

2 komentarze:

  1. Ale to nie jest Masłomęcz?
    Bo w Masłomęczu jest Wioska Gotów, ale jakoś tak mało podobne

    Bjorn

    OdpowiedzUsuń
  2. Jest w Masłomęczu, ale to nie ta. Ta jest w Kotorowie - kilkanaście kilometrów dalej :)
    W Masłomęczu się zgubiliśmy, święcie przekonani, że to to. Jest zdecydowanie większe niż to w Kotorowie.

    OdpowiedzUsuń